"O Miło¶ci"
Kto naprzód pocz±ł Miło¶ć dziecięciem malować,
Może mu się zaprawdę każdy podziwować;
Ten widział, że to ludzie bez rozumu prawie,
A wielkie dobra trac± przy tej głupiej sprawie.
Tenże nie darmo przydał do ramienia pierze,
Bo tam częsta odmiana; to gniew, to przymierze.
Strzały znacz±, że nagle człowieka ugodzi,
A z onej rany żaden zdrowo nie odchodzi.
We mnie strzały mieszkaj± i ten bożek mały,
Ale mu pewnie wszytki pióra wypadały,
Bo się nie da wypłoszyć nigdziej z serca mego
Ani mi odpoczynku pozwoli żadnego.
Co za rozkosz masz mieszkać w suchych ko¶ciach moich
Zaby już nie czas przenie¶ć gdzie indziej strzał swoich?
Lepiej swej mocy na tych nieukach skosztujesz,
Bo już nie mnie, ale mój tylko cień frasujesz,
Który jesli zatracisz, kto tak ¶piewać będzie?
Z moich tych prostych rymów jeste¶ sławnym wszędzie,
Które rumianej twarzy i oka czarnego
Nie zamilcz± u paniej, i chodu snadnego.
|